poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Rozdział 5



"Praw­da jest dziw­niej­sza od fik­cji, a to dla­tego, że fik­cja mu­si być prawdopodobna. Praw­da - nie."
Mark Twain

Wieść o tym, że Aima okaleczyła kolejną osobę rozeszła się z prędkością światła. Zupełnie jakby ktoś widział tę scenę z bliska. Choć to oczywiście nie było potrzebne. Sam fakt, że mamy zakaz noszenia bluzek z długimi rękawami wewnątrz budynku jest wystarczający. Dyrektorka chodzi na co dzień ze szpecizną na twarzy, więc dlaczego jej podopieczni mają ukrywać swoje?
Dalsza część dnia upłynęła zadziwiająco spokojnie. Zjadłam na stołówce obiadokolację, pogadałam z kilkoma znajomymi i najzwyczajniej w świecie poszłam do swojego pokoju, który dzieliłam niegdyś z Kamarą. Teraz drugie łóżko stało puste, czekając na nowego właściciela. Rzuciłam się na idealnie przykrytą pościel, zaburzając jej piękno. Byłam przyzwyczajona do ran, tak wiele razy się spóźniałam, psociłam i buntowałam, że nie mogłabym spamiętać ile tego było, za to zawsze pozostawało mi policzenie blizn. Praktyczny i bardzo nieprzyjemnym sposób zapamiętania liczb.
Nie miałam ochoty tego dnia na naukę czy odrabianie lekcji. Dałam się objąć Morfeuszowi, aby po chwili zasnąć w jego objęciach.
Tej nocy po raz pierwszy odwiedziła mnie kobieta w gorsecie z wylewającymi się piersiami, rogami na głowie i batem w dłoniach. Obudziło mnie nadmierne gorąco, które nawet jak na Grecję było zbyt piekielne. Noce były tu ciepłe, ale bez przesady. Otwierając oczy spostrzegłam postać kobiety siedzącej na obrotowym krześle przy biurku. Gwałtownie usiadłam na łóżku przecierając oczy wierzchem dłoni. Gdy dotarła do mnie wiadomość, że to co widzę nie jest ani snem, ani halucynacją, odważyłam się otworzyć usta.
- Kim jesteś? - dało się słyszeć w moim głosie nutę przerażenia.
- Jestem Pandora. Miło Cię poznać - uśmiechnęła się odsłaniając białe zęby i podając mi dłoń na przywitanie. Nie sięgnęłam po nią. Po pierwsze była zbyt daleko, po drugie byłam sparaliżowana strachem.
- Czego chcesz? - wypytywałam dalej.
- Oj Naema, Naema. Powinnaś się przedstawić zanim zadasz jakiekolwiek pytanie - westchnęła przeciągle. - No trudno - klepnęła dłońmi w uda i wstała. - Pragnę tylko współpracy z Tobą. Za trzy dni masz urodziny. Zastanów się nad propozycją, którą Ci oferuję.
Po czym dosłownie spłonęła w znikąd pojawiających się płomieniach, które omiotły całe jej ciało w jednej sekundzie. Oddychałam ciężko. Mnie? Współpracy ze mną? Jakiej współpracy? Co za Pandora?
Resztę nocy spędziłam na próbach skojarzenia tej kobiety z kimkolwiek kogo mogłabym znać. Na pytaniach bez odpowiedzi i bezsensownym przeszukiwaniu najgłębszych zakamarków mojej pamięci. Zero. Zero przydatnych informacji. Zaczęłam zastanawiać się czy opowiedzieć o tym Kamarze i Aleksowi. Czy oni w ogóle uwierzą, czy będą przekonywać mnie, że to wszystko to tylko sen? Zapewne to drugie.
Mimo niewyspania i problemów z koncentracją nad ranem trzeba było zwlec się z wyra i przygotować do kolejnego nudnego dnia w szkole. Nic trudnego - zjeść śniadanie, umyć się, ubrać - proste czynności, a i tak sprawiły mi nie lada trudności. Pomyliłam szampon z pilingiem do ciała i następne piętnaście minut wygrzebywałam z włosów drobinki, które zdążyłam wmasować w skórę głowy, owsiankę próbowałam jeść widelcem zanim koleżanka nie pomachała mi ręką przed twarzą i zwróciła na siebie uwagę, a o ciuchach nie ma co wspominać, nawet mimo moich wszelkich starań skupienia uwagi na ubraniu się, założyłam spodenki nie tylko na lewą stronę, ale udało mi się nawet tył na przód.
Po wizycie Pandory wszystko wydawało się jedynie snem. Kiedy przez prawie piętnaście lat żyjesz w normalnych świecie i nagle coś takiego przeżywasz - nie da się funkcjonować tak jak przedtem.
- Naema? Wszystko w porządku? - pytanie rudowłosej przyjaciółki wyrwało mnie z zamyśleń kiedy jechałyśmy jak zwykle żółtym autobusem w kierunku greckiego gimnazjum.
- Tak, chyba tak - zmarszczyłam brwi spoglądając na nią. Widziałam malujące się na jej twarzy zmartwienie. Naprawdę była moją przyjaciółką. Sprzedałam sobie mentalnego liścia w twarz i otrząsnęłam. - Nie. Tak w zasadzie to nie - ścisnęłam dłonie w pięści i wpatrując się w swoje kolana wzięłam głęboki oddech. Zanim zdążyłam coś powiedzieć dłoń Kamary wylądowała na mojej, okryła ją czułym gestem i tym samym dała wsparcie duchowe. - Dwie sprawy, no w  zasadzie trzy.
- Mów wszystko.
- Chronologicznie, czy najpierw złe, a dopiero potem dobre wieści?
- Jak Ci najwygodniej. Ale chyba raczej chronologicznie.
Wzięłam jeszcze raz głęboki oddech. Opowiedziałam przyjaciółce wszystko co tylko pamiętałam. O Leonie i o tym jak po kilkudziesięciu minutach uciekałam przez dom jakiejś staruszki. Oczywiście nie obyło się bez reprymendy, że powinnam mu powiedzieć prawdę, że powinien mnie polubić taką jaką jestem, że pochodzenie nie ma znaczenia. Później pokazałam kolejne rany, które widniały na skórze mojej prawej ręki. Przyjaciółka, tak jak za każdym razem, okazała mi pełnię współczucia. Nie było nikogo kto tak bardzo rozumiał mnie i moje problemy. Przed przedstawieniem trzeciej kwestii zawahałam się, dosłownie przez ułamek sekundy przebiegła mi przez głowę myśl, że może jednak zachować to dla siebie. Jednak po przypomnieniu sobie słów Kamary "powinnaś mu powiedzieć prawdę", zdałam sobie sprawę, że co jak co, ale przed nią nie powinnam niczego ukrywać.
- W nocy stało się coś dziwnego - przełknęłam ślinę. Rudowłosa wciąż w pełnym skupieniu słuchała historii, którą przedstawiałam, w pełni oddana mnie i mojemu światu. Boże, jak ja tę dziewczynę kocham... - Kojarzysz Pandorę?
- Tę z mitologii? - uniosła jedną brew. - Zesłana przez Zeusa jako kara dla ludzi? Żona Epimeteusza? Ta od puszki Pandory? - Boże ile ta kobieta wie? Chodząca encyklopedia mitologii greckiej.
- Tak. Dokładnie tej. - Kamara skinęła głową. - Była u mnie wczoraj - wypowiedziałam tak szybko na jednym wydechu, że przyjaciółka nie zrozumiała ani jednego słowa. Musiałam powtórzyć dobitnie i wyraźnie ostatnie stwierdzenie.
- Co? - czoło Kamary zmarszczyło się gwałtownie. Te fale były wręcz idealne do jej rudowłosej, kręconej czupryny. 
- W nocy, pojawiła się znikąd. Przedstawiła się jako Pandora i oznajmiła, że chce nawiązać ze mną współpracę. A potem po prostu puff. Zniknęła w jakimś ogniu, który po prostu był i znikł - słyszałam jak bardzo to niedorzecznie brzmi. Utwierdzała mnie w tym twarz rudowłosej, która była w nie lada osłupieniu.
Szczęka Kamary, gdyby nie była przymocowana do czaszki zawiasami, opadłaby zapewne do samej ziemi. Patrzyła na mnie jakbym właśnie powiedziała najgłupszą rzecz na świecie.
- Ty jesteś pewna, że to nie był sen? - nie uwierzyła mi. No kto by się spodziewał?
- Tak - odpowiedziałam szybko, z przekonaniem, które zaskoczyło nawet mnie. - Po pierwsze, to było zbyt realistyczne, nawet jak na tak chorą sytuację. Po drugie, ogień który roztaczała był cholernie piekielny - Kamara zdawała się być coraz bardziej przekonana do mojej historii - tak wiem jak to brzmi, ale czułam to ciepło, to ono mnie obudziło. Po trzecie, nie mogłam spać już całą noc. Nie zasnęłam, więc się nie obudziłam, więc nie mógł być to sen. Mylę się? - przyjaciółka pokręciła tylko głową. Chyba za dużo informacji jak na jedną jazdę autobusem. - Przyjdzie ponownie za trzy dni... 
Widziałam jak przyjaciółka mocno nad czymś się zastanawia. Wzrok, który tak bardzo uwielbiałam, przepełniony był emocjami widocznymi jedynie w spojrzeniu. Dla mnie, dla osoby, która spędziła z nią w jednym pokoju prawie całe dotychczasowe życie, dla niepisanej siostry, bo tak już mogłyśmy siebie nazywać, odgadnięcie jej uczuć, emocji, czy zamiarów odbywało się poprzez jedno spojrzenie w jej piękne, duże oczy. Patrząc w nie można było zatracić swą duszę, sprzedać diabłu bez zastanowienia. Zielone tęczówki połyskiwały w blasku słońca, a domieszki żółto-błękitnej barwy podbijały kolor jej intensywnie rudych włosów. Loki, teraz bardziej niż zwykle, opadały kaskadami na gołe ramiona, a na policzkach widniały urocze, brązowe piegi. Brakowało jej jedynie futrzanej rosyjskiej czapki, a uznałabym ją za najpiękniejszą istotę chodzącą po ziemi.
- Musisz dowiedzieć się o niej najwięcej jak to tylko możliwe - Kamara wyrwała mnie z rozmyślań. Po przeanalizowaniu jej krótkiego stwierdzenia wyczekiwałam, aż rozwinie myśl. - I tak przyjdzie do Ciebie raz jeszcze, tak? - uniosła jedną brew wyczekując, aż skinę głową na potwierdzenie jej teorii. - Więc lepiej abyś przygotowała się do tego spotkania skrupulatnie. 
Kiedy wysiadłyśmy z autobusu temat nowo poznanej istoty piekielnej ucichł. Jak makiem zasiał. Choć mogło być to spowodowane obecnością naszego wspólnego przyjaciela - Aleksa. Nie czułam się na siłach aby kolejnej osobie, nawet dobremu przyjacielowi, opowiadać o tak absurdalnych przeżyciach. Na moje szczęście Kamara zrozumiała po wyrazie mojej twarzy, że na dziś wystarczy zwierzeń i najzwyczajniej w świecie przeszła na rutynową konwersację o nauce.
- Kamara nie mydl mi tu oczu - oburzył się nagle Aleks. Spojrzałyśmy na siebie, a później pytającym wzrokiem na chłopaka. - No Naema i Leon. Wczoraj. Motocyklem pod jej dom. Pół szkoły o tym gada!
Zmarszczyłam brwi tak, że chyba mózg zdołał mi się zlasować. Moja zdolność do logicznego myślenia uległa autodestrukcji w milisekundzie. Musiałam wyglądać bardzo karykaturalnie kiedy patrzyłam na Aleksa z miną, jakby właśnie oznajmił, że Ziemię napadli obcy i jesteśmy ich mrówkami. Kilka razy poruszyłam oczami to w lewo, to w prawo, szukając dobrej odpowiedzi, która jak na złość nie przychodziła mi w chwili obecnej do głowy.
- Ale jak to pół szkoły? - Kamara odezwała się za mnie, gdyby tego nie zrobiła moglibyśmy stać tak z dobre pół godziny, a ja i tak nie zdołałabym wykrzesać krzty słowa.
- No chyba ktoś widział ich razem, albo Leon komuś powiedział i rozeszło się szybciej niż smród po gaciach - Aleks wzruszył ramionami jakby była to zbyt oczywista kwestia by ją rozwijać.
- Widziałeś go dziś? - zapytałam bez chwili namyślenia. Mój mózg znów zaczął funkcjonować, ach wspaniałe uczucie.
Chłopak wykonał pojedynczy ruch głową w dół dodatkowo mrugając. W Grecji ten ruch oznaczał po prostu "tak". Niewiele myśląc potrząsnęłam głową jednocześnie wykrzywiając dłoń ku górze wyciągnęłam wskazujący palec. Grecy porozumiewają się od wieków za pomocą gestów, czasem nie są nam potrzebna żadne słowa, abyśmy zrozumieli co druga osoba chce przekazać. I tym razem Aleks podchwycił pytanie momentalnie mi odpowiadając:
- Zrywał pomarańcze w sadzie za szkołą - zarzucił głową w kierunku budynku stojącego po mojej lewej stronie.
Nie wiem dlaczego tak bardzo ruszyła mnie ta wiadomość, chciałam porozmawiać z Leonem, wyjaśnić całą sytuację, dlaczego wszyscy nagle o nas rozmawiają. Kamara przejrzała moje zamiary nim zdążyłam ruszyć się z miejsca.
- Daj spokój - złapała mnie za ramię - przecież to dobrze - uśmiechnęła się do mnie, tym szczerym, wspaniałym uśmiechem, który ubóstwiałam w niej.
Miała rację, w stu procentach. Co miałam mu powiedzieć? "Ej nie podoba mi się, że wszyscy o nas rozmawiają."? Przecież to było nieuniknione. On to jeden z tych popularnych, przystojny, umięśniony buntownik jeżdżący na motorze. Mnie ludzie znali, kojarzyli. Ciężko nie przyuważyć przez trzy lata dziewczyny z granatowymi włosami, która pojawia się wszędzie z tą rudowłosą krzykaczką. Kamara miała rację. Tylko bym zaszkodziła naszej relacji, a tak, mogłam przynajmniej zobaczyć jego reakcję na całą tę sytuację.
~*~
Po kolejnym nieudanym dniu w szkole przyjaciele wyciągnęli mnie na mrożoną kawę do naszej ulubionej kawiarni. Ideal Coffee mieściło się na parterze sześciokondygnacyjnego budynku niedaleko woloskiego portu. Do Placu Ryga także było całkiem blisko. Wszystko w zasięgu kilku przecznic.
Kiedy ekspedientka ubrana w firmowy błękitny fartuch podeszła do naszego stolika szeroko uśmiechnęła się i zwróciła bezpośrednio do Aleksa. Mnie i Kamary zdawała się wcale nie zauważać, a wręcz starała się nas skutecznie ignorować. Głęboko odetchnęłyśmy i obie w tym samym czasie zaśmiałyśmy się pod nosem gdy blondynka odeszła, aby przyrządzić nasze zamówienie.
- Kiedy jej powiesz? - Kamara zaatakowała pierwsza pytaniem.
- Nie wiem - chłopak wzruszył ramionami. - Dobrze się bawię - uśmiechnął się szeroko i założyłabym się, że niezauważalnie zaśmiał się pod nosem.
- Gdybym była tą dziewczyną - wskazałam na ladę za mną - po wszystkim sprzedałabym Ci mocnego sierpowego prosto w twarz.
Chłopak zmarszczył brwi. Źle wyglądał z tym wyrazem twarzy, nie pasował do niego. Nieregularne bruzdy zaburzały piękno jego gładkiej, porcelanowej skóry, przez którą w Grecji mógł czuć się nieswojo. Bądź co bądź to Grecja. Klimat śródziemnomorski, gorące, suche lata i palące słońce powinny skarmelizować każdą skórę tutejszego mieszkańca. Choć to może właśnie przez jego karnację tyle kobiet zwracało na niego uwagę - taki rarytas, rubin wśród kawałków potłuczonych butelek. 
- Powiem jej. Może w następnym tygodniu.
- A mówią, że geje to tacy wrażliwi i wspaniali mężczyźni - Kamara założyła nogę na nogę i splatając palce zaczepiła dłonie na kolanach kiwając się przez chwilę w przód i w tył.
- Nie nasz Aleks - gwałtownie wyciągnęłam dłoń w kierunku przyjaciela i poczochrałam jego idealnie ułożone czekoladowe włosy.
Śmiałam się przez chwilę obserwując jak twarz przyjaciela z zaskoczonej zmienia się na obrażoną. Nie trwało to długo. Chłopak przyuważył coś co go zaniepokoiło diametralnie wpływając na jego samopoczucie. Złapał mnie za prawą rękę i podciągną siateczkowy rękaw, który miał zakryć to co szpetne.
- Żartujesz sobie? - uniósł brwi ku górze. - Mnie prawisz morały, a sama ukrywasz kolejne wyskoki tej szmaty?
Zabrałam szybko rękę, było mi głupio, że nie powiedziałam o tym Aleksowi. Przy temacie Pandory i Leona jakoś zapomniałam o Aimie, o kolejnym bólu, który mi sprawiła.
- Przepraszam - wydukałam. 
Przez parę kolejnych minut Kamara starała się wybronić mnie z całej tej chorej sytuacji, a ja wpatrywałam się w kształt szklanek przyniesionych przez blondwłosą ekspedientkę. Okrągłe szkło zwężające się ku spodowi, z widocznym pogrubionym rozszerzeniem na spodzie, na boku posiadało małe ucho do wygodnego trzymania naczynia. Uniosłam jedną z trzech kaw i pociągnęłam spory łyk przez wystającą szeroką słomkę ozdobioną błękitno białymi paskami. Rozkoszowałam się mrożonym płynem, jego smakiem, zapachem, konsystencją, przyjemnie chłodzącymi kostkami lodu połyskującymi na powierzchni płynu. 
Rudowłosa prawdopodobnie zdołała mnie wybronić, bo usłyszałam tylko jak Aleks wymruczał pod nosem, że nie było tematu.
Resztę czasu spędziliśmy w umiarkowanej ciszy. Aleks wciąż był lekko naburmuszony, a ja najzwyczajniej nie miałam ochoty się udzielać, jedynie Kamara próbowała ratować nasz wspólny wypad na miasto poruszając wszelkie możliwe tematy. Mimo jej starań niewiele zdziałała.
Kolejne godziny mijały nam dość szybko, kiedy wychodziliśmy z kawiarni słońce już od godziny schowane było za horyzontem pogrążając Wolos w ciemności, którą rozświetlały jedynie stojące w równych odległościach od siebie latarnie na głównych ulicach.
Każde z nas rozeszło się w trzy strony świata wracając do swych domów. Miasto było wbrew pozorom bezpiecznym miejscem, żadne z nas nie bało się wracać o tej godzinie do domu, było lekko po osiemnastej, po ulicach wędrowało jeszcze sporo ludzi. Mijały mnie pary trzymające się za ręce, które postanowiły zrobić sobie spacer na molo aby pooglądać zachód słońca, a teraz najwidoczniej wracali do swoich codziennych spraw, właściciele z ich czworonogami, którzy w oczekiwaniu na chłodniejszą porę dnia wyczłapali się sprzed wiatraków rozstawionych w przytulnych salonach, a nawet kilkoro dzieciaków biegnących do domów, bo najwidoczniej skończył im się czas przeznaczony na zabawę na dworze.
Wolos było piękne nocą. Przechadzając się po ciemniejszych uliczkach przystawałam na środku drogi by móc spojrzeć na w pełni rozgwieżdżone niebo. Miliony kropek widniało na granatowej płaszczyźnie nieboskłonu, każda jedna mocniej świecąca od poprzedniej, wskazywały na jeden, w pełni okrągły księżyc, który połyskiwał najsilniej ze wszystkich. Gdyby w Wolos zabrakło prądu, ten jeden satelita dałby radę w tę noc rozświetlić ciemne uliczki mojego miasteczka.
Mijając kolejne przecznice zbliżałam się do, z zewnątrz wyglądającego przyjaźnie, sierocińca. Był piątek, a w piątki wszelkie godziny policyjne były zniesione, aby każdy mógł odsapnąć od codziennych obowiązków. Nie musiałam zatem bać się, że po powrocie czeka mnie kolejna kara. Dzisiejszej nocy mogłam robić wszystko czego zapragnęłam.
- Dzisiaj jestem wolna - stwierdziłam sama do siebie z uśmiechem przyklejonym do twarzy.
- Czy aby na pewno? - głos rozległ się za moimi plecami, głos który już wcześniej słyszałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz