"Prawda jest dziwniejsza
od fikcji, a to dlatego, że fikcja musi być prawdopodobna. Prawda -
nie."
Mark Twain
Mark Twain
Wieść o tym, że Aima okaleczyła
kolejną osobę rozeszła się z prędkością światła. Zupełnie jakby ktoś widział tę
scenę z bliska. Choć to oczywiście nie było potrzebne. Sam fakt, że mamy zakaz
noszenia bluzek z długimi rękawami wewnątrz budynku jest wystarczający.
Dyrektorka chodzi na co dzień ze szpecizną na twarzy, więc dlaczego jej
podopieczni mają ukrywać swoje?
Dalsza część dnia upłynęła
zadziwiająco spokojnie. Zjadłam na stołówce obiadokolację, pogadałam z kilkoma
znajomymi i najzwyczajniej w świecie poszłam do swojego pokoju, który dzieliłam
niegdyś z Kamarą. Teraz drugie łóżko stało puste, czekając na nowego
właściciela. Rzuciłam się na idealnie przykrytą pościel, zaburzając jej piękno.
Byłam przyzwyczajona do ran, tak wiele razy się spóźniałam, psociłam i
buntowałam, że nie mogłabym spamiętać ile tego było, za to zawsze pozostawało
mi policzenie blizn. Praktyczny i bardzo nieprzyjemnym sposób zapamiętania
liczb.
Nie
miałam ochoty tego dnia na naukę czy odrabianie lekcji. Dałam się objąć
Morfeuszowi, aby po chwili zasnąć w jego objęciach.
Tej nocy po raz pierwszy
odwiedziła mnie kobieta w gorsecie z wylewającymi się piersiami, rogami na
głowie i batem w dłoniach. Obudziło mnie nadmierne gorąco, które nawet jak na
Grecję było zbyt piekielne. Noce były tu ciepłe, ale bez przesady. Otwierając
oczy spostrzegłam postać kobiety siedzącej na obrotowym krześle przy biurku.
Gwałtownie usiadłam na łóżku przecierając oczy wierzchem dłoni. Gdy dotarła do
mnie wiadomość, że to co widzę nie jest ani snem, ani halucynacją, odważyłam
się otworzyć usta.
-
Kim jesteś? - dało się słyszeć w moim głosie nutę przerażenia.
-
Jestem Pandora. Miło Cię poznać - uśmiechnęła się odsłaniając białe zęby i
podając mi dłoń na przywitanie. Nie sięgnęłam po nią. Po pierwsze była zbyt
daleko, po drugie byłam sparaliżowana strachem.
-
Czego chcesz? - wypytywałam dalej.
-
Oj Naema, Naema. Powinnaś się przedstawić zanim zadasz jakiekolwiek pytanie -
westchnęła przeciągle. - No trudno - klepnęła dłońmi w uda i wstała. - Pragnę
tylko współpracy z Tobą. Za trzy dni masz urodziny. Zastanów się nad
propozycją, którą Ci oferuję.
Po
czym dosłownie spłonęła w znikąd pojawiających się płomieniach, które omiotły
całe jej ciało w jednej sekundzie. Oddychałam ciężko. Mnie? Współpracy ze mną?
Jakiej współpracy? Co za Pandora?
Resztę nocy spędziłam na próbach
skojarzenia tej kobiety z kimkolwiek kogo mogłabym znać. Na pytaniach bez
odpowiedzi i bezsensownym przeszukiwaniu najgłębszych zakamarków mojej pamięci.
Zero. Zero przydatnych informacji. Zaczęłam zastanawiać się czy opowiedzieć o
tym Kamarze i Aleksowi. Czy oni w ogóle uwierzą, czy będą przekonywać mnie, że
to wszystko to tylko sen? Zapewne to drugie.
Mimo
niewyspania i problemów z koncentracją nad ranem trzeba było zwlec się z wyra i
przygotować do kolejnego nudnego dnia w szkole. Nic trudnego - zjeść śniadanie,
umyć się, ubrać - proste czynności, a i tak sprawiły mi nie lada trudności.
Pomyliłam szampon z pilingiem do ciała i następne piętnaście minut
wygrzebywałam z włosów drobinki, które zdążyłam wmasować w skórę głowy,
owsiankę próbowałam jeść widelcem zanim koleżanka nie pomachała mi ręką przed
twarzą i zwróciła na siebie uwagę, a o ciuchach nie ma co wspominać, nawet mimo
moich wszelkich starań skupienia uwagi na ubraniu się, założyłam spodenki nie
tylko na lewą stronę, ale udało mi się nawet tył na przód.
Po wizycie Pandory wszystko
wydawało się jedynie snem. Kiedy przez prawie piętnaście lat żyjesz w
normalnych świecie i nagle coś takiego przeżywasz - nie da się funkcjonować tak
jak przedtem.
-
Naema? Wszystko w porządku? - pytanie rudowłosej przyjaciółki wyrwało mnie z zamyśleń
kiedy jechałyśmy jak zwykle żółtym autobusem w kierunku greckiego gimnazjum.
-
Tak, chyba tak - zmarszczyłam brwi spoglądając na nią. Widziałam malujące się
na jej twarzy zmartwienie. Naprawdę była moją przyjaciółką. Sprzedałam sobie
mentalnego liścia w twarz i otrząsnęłam. - Nie. Tak w zasadzie to nie -
ścisnęłam dłonie w pięści i wpatrując się w swoje kolana wzięłam głęboki
oddech. Zanim zdążyłam coś powiedzieć dłoń Kamary wylądowała na mojej, okryła
ją czułym gestem i tym samym dała wsparcie duchowe. - Dwie sprawy, no w
zasadzie trzy.
-
Mów wszystko.
-
Chronologicznie, czy najpierw złe, a dopiero potem dobre wieści?
-
Jak Ci najwygodniej. Ale chyba raczej chronologicznie.
Wzięłam jeszcze raz głęboki
oddech. Opowiedziałam przyjaciółce wszystko co tylko pamiętałam. O Leonie i o
tym jak po kilkudziesięciu minutach uciekałam przez dom jakiejś staruszki.
Oczywiście nie obyło się bez reprymendy, że powinnam mu powiedzieć prawdę, że
powinien mnie polubić taką jaką jestem, że pochodzenie nie ma znaczenia.
Później pokazałam kolejne rany, które widniały na skórze mojej prawej ręki.
Przyjaciółka, tak jak za każdym razem, okazała mi pełnię współczucia. Nie było
nikogo kto tak bardzo rozumiał mnie i moje problemy. Przed przedstawieniem
trzeciej kwestii zawahałam się, dosłownie przez ułamek sekundy przebiegła mi
przez głowę myśl, że może jednak zachować to dla siebie. Jednak po
przypomnieniu sobie słów Kamary "powinnaś mu powiedzieć prawdę",
zdałam sobie sprawę, że co jak co, ale przed nią nie powinnam niczego ukrywać.
-
W nocy stało się coś dziwnego - przełknęłam ślinę. Rudowłosa wciąż w pełnym
skupieniu słuchała historii, którą przedstawiałam, w pełni oddana mnie i mojemu
światu. Boże, jak ja tę dziewczynę kocham... - Kojarzysz Pandorę?
-
Tę z mitologii? - uniosła jedną brew. - Zesłana przez Zeusa jako kara dla
ludzi? Żona Epimeteusza? Ta od puszki Pandory? - Boże ile ta kobieta wie?
Chodząca encyklopedia mitologii greckiej.
-
Tak. Dokładnie tej. - Kamara skinęła głową. - Była u mnie wczoraj - wypowiedziałam
tak szybko na jednym wydechu, że przyjaciółka nie zrozumiała ani jednego słowa.
Musiałam powtórzyć dobitnie i wyraźnie ostatnie stwierdzenie.
-
Co? - czoło Kamary zmarszczyło się gwałtownie. Te fale były wręcz idealne do
jej rudowłosej, kręconej czupryny.
-
W nocy, pojawiła się znikąd. Przedstawiła się jako Pandora i oznajmiła, że chce
nawiązać ze mną współpracę. A potem po prostu puff. Zniknęła w jakimś ogniu,
który po prostu był i znikł - słyszałam jak bardzo to niedorzecznie brzmi.
Utwierdzała mnie w tym twarz rudowłosej, która była w nie lada osłupieniu.
Szczęka
Kamary, gdyby nie była przymocowana do czaszki zawiasami, opadłaby zapewne do
samej ziemi. Patrzyła na mnie jakbym właśnie powiedziała najgłupszą rzecz na
świecie.
-
Ty jesteś pewna, że to nie był sen? - nie uwierzyła mi. No kto by się
spodziewał?
-
Tak - odpowiedziałam szybko, z przekonaniem, które zaskoczyło nawet mnie. - Po
pierwsze, to było zbyt realistyczne, nawet jak na tak chorą sytuację. Po
drugie, ogień który roztaczała był cholernie piekielny - Kamara zdawała się być
coraz bardziej przekonana do mojej historii - tak wiem jak to brzmi, ale czułam
to ciepło, to ono mnie obudziło. Po trzecie, nie mogłam spać już całą noc. Nie
zasnęłam, więc się nie obudziłam, więc nie mógł być to sen. Mylę się? -
przyjaciółka pokręciła tylko głową. Chyba za dużo informacji jak na jedną jazdę
autobusem. - Przyjdzie ponownie za trzy dni...
Widziałam
jak przyjaciółka mocno nad czymś się zastanawia. Wzrok, który tak bardzo
uwielbiałam, przepełniony był emocjami widocznymi jedynie w spojrzeniu. Dla
mnie, dla osoby, która spędziła z nią w jednym pokoju prawie całe dotychczasowe
życie, dla niepisanej siostry, bo tak już mogłyśmy siebie nazywać, odgadnięcie
jej uczuć, emocji, czy zamiarów odbywało się poprzez jedno spojrzenie w jej
piękne, duże oczy. Patrząc w nie można było zatracić swą duszę, sprzedać diabłu
bez zastanowienia. Zielone tęczówki połyskiwały w blasku słońca, a domieszki
żółto-błękitnej barwy podbijały kolor jej intensywnie rudych włosów. Loki,
teraz bardziej niż zwykle, opadały kaskadami na gołe ramiona, a na policzkach
widniały urocze, brązowe piegi. Brakowało jej jedynie futrzanej rosyjskiej
czapki, a uznałabym ją za najpiękniejszą istotę chodzącą po ziemi.
-
Musisz dowiedzieć się o niej najwięcej jak to tylko możliwe - Kamara wyrwała
mnie z rozmyślań. Po przeanalizowaniu jej krótkiego stwierdzenia wyczekiwałam,
aż rozwinie myśl. - I tak przyjdzie do Ciebie raz jeszcze, tak? - uniosła jedną
brew wyczekując, aż skinę głową na potwierdzenie jej teorii. - Więc lepiej abyś
przygotowała się do tego spotkania skrupulatnie.
Kiedy wysiadłyśmy z autobusu temat
nowo poznanej istoty piekielnej ucichł. Jak makiem zasiał. Choć mogło być to
spowodowane obecnością naszego wspólnego przyjaciela - Aleksa. Nie czułam się
na siłach aby kolejnej osobie, nawet dobremu przyjacielowi, opowiadać o tak
absurdalnych przeżyciach. Na moje szczęście Kamara zrozumiała po wyrazie mojej
twarzy, że na dziś wystarczy zwierzeń i najzwyczajniej w świecie przeszła na rutynową
konwersację o nauce.
-
Kamara nie mydl mi tu oczu - oburzył się nagle Aleks. Spojrzałyśmy na siebie, a
później pytającym wzrokiem na chłopaka. - No Naema i Leon. Wczoraj. Motocyklem
pod jej dom. Pół szkoły o tym gada!
Zmarszczyłam
brwi tak, że chyba mózg zdołał mi się zlasować. Moja zdolność do logicznego
myślenia uległa autodestrukcji w milisekundzie. Musiałam wyglądać bardzo
karykaturalnie kiedy patrzyłam na Aleksa z miną, jakby właśnie oznajmił, że
Ziemię napadli obcy i jesteśmy ich mrówkami. Kilka razy poruszyłam oczami to w
lewo, to w prawo, szukając dobrej odpowiedzi, która jak na złość nie
przychodziła mi w chwili obecnej do głowy.
-
Ale jak to pół szkoły? - Kamara odezwała się za mnie, gdyby tego nie zrobiła
moglibyśmy stać tak z dobre pół godziny, a ja i tak nie zdołałabym wykrzesać
krzty słowa.
-
No chyba ktoś widział ich razem, albo Leon komuś powiedział i rozeszło się
szybciej niż smród po gaciach - Aleks wzruszył ramionami jakby była to zbyt
oczywista kwestia by ją rozwijać.
-
Widziałeś go dziś? - zapytałam bez chwili namyślenia. Mój mózg znów zaczął
funkcjonować, ach wspaniałe uczucie.
Chłopak
wykonał pojedynczy ruch głową w dół dodatkowo mrugając. W Grecji ten ruch
oznaczał po prostu "tak". Niewiele myśląc potrząsnęłam głową
jednocześnie wykrzywiając dłoń ku górze wyciągnęłam wskazujący palec. Grecy
porozumiewają się od wieków za pomocą gestów, czasem nie są nam potrzebna żadne
słowa, abyśmy zrozumieli co druga osoba chce przekazać. I tym razem Aleks
podchwycił pytanie momentalnie mi odpowiadając:
-
Zrywał pomarańcze w sadzie za szkołą - zarzucił głową w kierunku budynku
stojącego po mojej lewej stronie.
Nie
wiem dlaczego tak bardzo ruszyła mnie ta wiadomość, chciałam porozmawiać z
Leonem, wyjaśnić całą sytuację, dlaczego wszyscy nagle o nas rozmawiają. Kamara
przejrzała moje zamiary nim zdążyłam ruszyć się z miejsca.
-
Daj spokój - złapała mnie za ramię - przecież to dobrze - uśmiechnęła się do
mnie, tym szczerym, wspaniałym uśmiechem, który ubóstwiałam w niej.
Miała rację, w stu procentach. Co
miałam mu powiedzieć? "Ej nie podoba mi się, że wszyscy o nas
rozmawiają."? Przecież to było nieuniknione. On to jeden z tych
popularnych, przystojny, umięśniony buntownik jeżdżący na motorze. Mnie ludzie
znali, kojarzyli. Ciężko nie przyuważyć przez trzy lata dziewczyny z
granatowymi włosami, która pojawia się wszędzie z tą rudowłosą krzykaczką.
Kamara miała rację. Tylko bym zaszkodziła naszej relacji, a tak, mogłam
przynajmniej zobaczyć jego reakcję na całą tę sytuację.
~*~
Po kolejnym nieudanym dniu w
szkole przyjaciele wyciągnęli mnie na mrożoną kawę do naszej ulubionej
kawiarni. Ideal Coffee mieściło się na parterze sześciokondygnacyjnego
budynku niedaleko woloskiego portu. Do Placu Ryga także było całkiem blisko.
Wszystko w zasięgu kilku przecznic.
Kiedy ekspedientka ubrana w
firmowy błękitny fartuch podeszła do naszego stolika szeroko uśmiechnęła się i
zwróciła bezpośrednio do Aleksa. Mnie i Kamary zdawała się wcale nie zauważać,
a wręcz starała się nas skutecznie ignorować. Głęboko odetchnęłyśmy i obie w
tym samym czasie zaśmiałyśmy się pod nosem gdy blondynka odeszła, aby
przyrządzić nasze zamówienie.
-
Kiedy jej powiesz? - Kamara zaatakowała pierwsza pytaniem.
-
Nie wiem - chłopak wzruszył ramionami. - Dobrze się bawię - uśmiechnął się
szeroko i założyłabym się, że niezauważalnie zaśmiał się pod nosem.
-
Gdybym była tą dziewczyną - wskazałam na ladę za mną - po wszystkim
sprzedałabym Ci mocnego sierpowego prosto w twarz.
Chłopak zmarszczył brwi. Źle
wyglądał z tym wyrazem twarzy, nie pasował do niego. Nieregularne bruzdy
zaburzały piękno jego gładkiej, porcelanowej skóry, przez którą w Grecji mógł
czuć się nieswojo. Bądź co bądź to Grecja. Klimat śródziemnomorski, gorące,
suche lata i palące słońce powinny skarmelizować każdą skórę tutejszego
mieszkańca. Choć to może właśnie przez jego karnację tyle kobiet zwracało na
niego uwagę - taki rarytas, rubin wśród kawałków potłuczonych butelek.
-
Powiem jej. Może w następnym tygodniu.
-
A mówią, że geje to tacy wrażliwi i wspaniali mężczyźni - Kamara założyła nogę
na nogę i splatając palce zaczepiła dłonie na kolanach kiwając się przez chwilę
w przód i w tył.
-
Nie nasz Aleks - gwałtownie wyciągnęłam dłoń w kierunku przyjaciela i
poczochrałam jego idealnie ułożone czekoladowe włosy.
Śmiałam się przez chwilę
obserwując jak twarz przyjaciela z zaskoczonej zmienia się na obrażoną. Nie
trwało to długo. Chłopak przyuważył coś co go zaniepokoiło diametralnie
wpływając na jego samopoczucie. Złapał mnie za prawą rękę i podciągną
siateczkowy rękaw, który miał zakryć to co szpetne.
-
Żartujesz sobie? - uniósł brwi ku górze. - Mnie prawisz morały, a sama ukrywasz
kolejne wyskoki tej szmaty?
Zabrałam
szybko rękę, było mi głupio, że nie powiedziałam o tym Aleksowi. Przy temacie
Pandory i Leona jakoś zapomniałam o Aimie, o kolejnym bólu, który mi sprawiła.
-
Przepraszam - wydukałam.
Przez parę kolejnych minut Kamara
starała się wybronić mnie z całej tej chorej sytuacji, a ja wpatrywałam się w
kształt szklanek przyniesionych przez blondwłosą ekspedientkę. Okrągłe szkło
zwężające się ku spodowi, z widocznym pogrubionym rozszerzeniem na spodzie, na
boku posiadało małe ucho do wygodnego trzymania naczynia. Uniosłam jedną z
trzech kaw i pociągnęłam spory łyk przez wystającą szeroką słomkę ozdobioną
błękitno białymi paskami. Rozkoszowałam się mrożonym płynem, jego smakiem,
zapachem, konsystencją, przyjemnie chłodzącymi kostkami lodu połyskującymi na
powierzchni płynu.
Rudowłosa
prawdopodobnie zdołała mnie wybronić, bo usłyszałam tylko jak Aleks wymruczał
pod nosem, że nie było tematu.
Resztę
czasu spędziliśmy w umiarkowanej ciszy. Aleks wciąż był lekko naburmuszony, a
ja najzwyczajniej nie miałam ochoty się udzielać, jedynie Kamara próbowała
ratować nasz wspólny wypad na miasto poruszając wszelkie możliwe tematy. Mimo
jej starań niewiele zdziałała.
Kolejne godziny mijały nam dość
szybko, kiedy wychodziliśmy z kawiarni słońce już od godziny schowane było za
horyzontem pogrążając Wolos w ciemności, którą rozświetlały jedynie stojące w
równych odległościach od siebie latarnie na głównych ulicach.
Każde z nas rozeszło się w trzy
strony świata wracając do swych domów. Miasto było wbrew pozorom bezpiecznym
miejscem, żadne z nas nie bało się wracać o tej godzinie do domu, było lekko po
osiemnastej, po ulicach wędrowało jeszcze sporo ludzi. Mijały mnie pary
trzymające się za ręce, które postanowiły zrobić sobie spacer na molo aby
pooglądać zachód słońca, a teraz najwidoczniej wracali do swoich codziennych
spraw, właściciele z ich czworonogami, którzy w oczekiwaniu na chłodniejszą
porę dnia wyczłapali się sprzed wiatraków rozstawionych w przytulnych salonach,
a nawet kilkoro dzieciaków biegnących do domów, bo najwidoczniej skończył im
się czas przeznaczony na zabawę na dworze.
Wolos było piękne nocą.
Przechadzając się po ciemniejszych uliczkach przystawałam na środku drogi by
móc spojrzeć na w pełni rozgwieżdżone niebo. Miliony kropek widniało na
granatowej płaszczyźnie nieboskłonu, każda jedna mocniej świecąca od
poprzedniej, wskazywały na jeden, w pełni okrągły księżyc, który połyskiwał
najsilniej ze wszystkich. Gdyby w Wolos zabrakło prądu, ten jeden satelita
dałby radę w tę noc rozświetlić ciemne uliczki mojego miasteczka.
Mijając kolejne przecznice
zbliżałam się do, z zewnątrz wyglądającego przyjaźnie, sierocińca. Był piątek,
a w piątki wszelkie godziny policyjne były zniesione, aby każdy mógł odsapnąć
od codziennych obowiązków. Nie musiałam zatem bać się, że po powrocie czeka
mnie kolejna kara. Dzisiejszej nocy mogłam robić wszystko czego zapragnęłam.
-
Dzisiaj jestem wolna - stwierdziłam sama do siebie z uśmiechem przyklejonym do
twarzy.
-
Czy aby na pewno? - głos rozległ się za moimi plecami, głos który już wcześniej
słyszałam.