„Właśnie na tym
polegała prawdziwa potęga: wykorzystywać innych do własnych celów, a zarazem
kazać im wierzyć, że to oni sprawują kontrolę.”
Drew Karpyshyn
Drew Karpyshyn
-
Ani śladu nektaru – szyderczy uśmiech wypełzł na twarz kobiety, idealnie
pasował do czarnych jak smoła rogów, na których widniały dziwne znaki. – Masz
zielone światło Hadesie.
- Miałaś nie odzywać się do mnie
po imieniu Pandoro. Znaj swoje miejsce w szeregu – mężczyzna siedzący na
ogromnym tronie uniósł wysoko brodę i spojrzał na kobietę z wyższością. –
Pamiętaj kim jesteś.
-Ja? Ja Hadesie mam pamiętać kim
jestem? – oburzona podeszła bliżej do mężczyzny. – To Ty nie zapominaj komu
zawdzięczasz swoją koronę – wycedziła przez zęby z nieukrywaną furią w oczach.
– Gdyby nie ja, już dawno by Cię tu nie było.
Hades uchylił usta ale nie
potrafił nic powiedzieć. Słowa Pandory dobitnie uderzyły go w czuły punkt i
nijak nie mógł już wyjść z tego obronną ręką. Zamknął więc usta i tylko
pochylił lekko głowę w przepraszającym geście. Nie wypada mu to, w końcu jest
władcą piekieł, ale cóż, zawsze miał słabość do tej ogniokrwistej dziewczyny.
Pandora odsunęła się od niego i usiadła na czerwonej, pikowanej sofie, która stała
pod ścianą. Gwizdnęła a w jej palcach pojawił się rozpalony papieros.
Zaciągnęła się i trzymając dym w płucach patrzyła na Hadesa. Założyła nogę na
nogę po czym wypuściła chmurę prosto przed siebie. Uwielbiała to uczucie kiedy
dym przedostaje się przez tchawicę, rozprzestrzenia się w klatce piersiowej, a
następnie atakuje cały układ oddechowy. Miała wrażenie, że płonie w środku, to
zawsze ją lekko podniecało.
- A więc? Co robimy Hadesie?
- Zabij ją i zapomnijmy o niej.
Po
twarzy kobiety przebiegł szyderczy uśmiech. Podobał jej się sposób myślenia
Hadesa, jego słowa, jego czyny, ale przede wszystkim gorąca krew, która płynęła
w jego żyłach. Tak łatwo można było nim manipulować, całkiem jak Królowa Podziemi, pomyślała i powróciła do swojego
pokerowego wyrazu twarzy. Podchodząc do mężczyzny, stanęła przed czarnym niczym
smoła tronem, jej wzrok spoczął na oczach Hadesa, miały brązowe tęczówki, z
domieszką złota w centralnej części, okalającego źrenice. Oczy mordercy, uśmiechnęła się w głębi duszy sama do siebie. Lubiła
te oczy.
Pochylając
się nad swoim władcą i zagłębiając się w jego spojrzeniu, zaczęła mówić,
spokojnym, lecz bardzo uwodzącym głosem. Wzrok Hadesa wędrował co chwilę poza
kadr, w dół, na dwie falujące od oddechu piersi, w tej pozycji wyglądały
jeszcze bardziej okazale niż zwykle. Czy
ona nie ma stanika? Przemknęło mu przez myśli. O Kronosie, ona naprawdę go nie ma. Głos Pandory sprowadził go w
chwilę obecną, zmuszony był patrzeć jej w oczy, coś mu rozkazywało to robić.
- Jakiś szczególny sposób
morderstwa Cię interesuje, o Panie? – mówiąc to, przeciągnęła palcem po
przedramieniu Hadesa. – Mam ją utopić? – zatrzymała rękę i lekko zacisnęła
palce na mięśniu ramienno-promieniowym, zaraz przed łokciem. Widziała jak na
niego działa, jak pyłek kwiatowy na pszczoły, jak miód na niedźwiedzia,
ciągnęło go do niej, zrobi dla niej wszystko. – A może – dalej sunęła dłonią po
jego ręce – preferujesz spopielenie? – palce zabłądziły w okolicach obojczyka,
paznokcie wbiły się lekko w karmelową skórę. – Nie? No to może chciałbyś –
przysunęła twarz do jego szyi – abym pozbawiła ją otaczającego powietrza? –
przejechała czubkiem języka po jego skórze, od razu pojawiła się gęsia skórka i
dreszcze na ciele Hadesa. Zamknął oczy i odchylił głowę w bok, by dać więcej
pola do manewru swojej służebnicy, która właśnie złapała wargami jego płatek
ucha i zagryzając go zaczęła mocniej oddychać.
Podniecenie
władcy podziemi sięgało zenitu, dreszcze raz po raz zalewały jego ciało, a
umysł grzeszył, co chwilę podsuwając nowe pomysły jak spożytkować dany im czas.
Do pełni szczęścia brakowało mu jedynie spijania ambrozji z ust. Ten punkt w
seksualnej rozgrywce był dla niego niezbędny, cała reszta traciła swój urok,
gdy zabrakło tego epizodu.
- Moja droga Pandoro, proszę… -
zaczął mówić załamanym głosem, jednak kobieta przyłożyła mu palec do ust i lekko
pokręciła głową uśmiechając się zalotnie. Znów ten fałszywy uśmiech pojawił się
na jej twarzy. Mina numer 666, uwodź,
lecz nigdy nie daj siebie uwieść. – Bądź moja…
Słysząc te słowa ciało kobiety
zalała fala dreszczy, czuła bijące ciepło od mężczyzny, słyszała pulsującą krew
w aorcie, podniecało to ją. Wzięła jego twarz w dłonie i siadając mu na
kolanach, złożyła namiętny pocałunek na jego wargach.
Manipulowanie
ludźmi to dar Pandory, nie wrodzony, jak pozostałe umiejętności, lecz nabyty
przez wiele cierpień, które musiała znieść. Przez wielokrotnie złamane serce i
kości. Obiecała sobie, że już nikt jej nigdy nie skrzywdzi. Powtarzała to jak
mantrę, jak słowo Boże wypowiadane przez ludzie na ziemi.
W tym momencie parę kochanków
dobiegł odgłos stukania. Ktoś sześć razy zapukał do ogromnych, żelaznych drzwi
komnaty. Pandora natychmiast odsunęła się od rozpalonego mężczyzny i ruszyła w
stronę swojej ulubionej sofy. Nim dotarła do niej, gwizdnęła cicho, a jej
wygląd ponownie stał się nienaganny. Nie mogła przecież pozwolić, aby ktoś
nakrył ich razem, straciłaby swoją małą przewagę w tym trudnym świecie.
Siadając zerknęła na Hadesa, zdążył już doprowadzić się do porządku, jak na
władcę podziemi przystało. Rzucił jej tęskne spojrzenie po czym machnął dłonią
w stronę wejścia, natychmiast usłyszeli skrzypienie i ujrzeli otwierające się
wrota.
Zza futryny wyłonił się mały chłopiec. Miał błyszczące,
kruczoczarne włosy sięgające podbródka i mocno czekoladowe oczy. W prawej dłoni
trzymał pluszową zabawkę przypominająca niedźwiedzia. To byłby jeden z tych
słodkich misiów, z którymi dzieci na ziemi zasypiają podczas słuchania bajki
opowiadanej na dobranoc, gdyby nie dwa x zamiast oczu oraz zaszyty słodki
uśmiech, ponadto miał odgryziony kawałek prawego ucha a lewa łapa była dziwnie
krótka.
- Dlaczego jeszcze nie śpisz? - surowy głos Hadesa uderzył w
chłopca. Nie powinieneś włóczyć się o tej porze.
- Przepraszam, nie mogłem zasnąć, przeczytasz mi bajkę na
dobranoc? - chłopiec popatrzył na Hadesa błagalnym spojrzeniem.
- Nie.
- Ale dlaczego nie? Mama powiedziała...
- No właśnie. Idź do mamy. Ona Ci przeczyta.
- Ale...
- Natychmiast! - Hades poderwał się ze swojego tronu
krzycząc na chłopca. Nie miał cierpliwości do dzieci. A już na pewno nie w
chwili gdy przerwano mu tak intymny moment.
Chłopiec zwiesił głowę i
odwracając się na pięcie, wyszedł. Pandora odprowadzając go wzrokiem, patrzyła
jak jego wierny miś froteruje podłogę swoim małym ogonkiem. Kiedy już zniknął
za zakrętem Hades ponownie machnął dłonią, a wrota zaczęły się zamykać.
- Nie jesteś dla niego za surowy? Młody chciał tylko bajkę
na dobranoc.
- W jego wieku uciekałem z braćmi przez doliny i rzeki, aby
Kronos nas nie sięgnął, a nie słuchałem bajek - Hades westchnął. Wyraźnie był
zaniepokojony sytuacją.
- To nie jego wina, że miałeś tak okropne dzieciństwo. Czasy
się zmieniają. - Na chwilę zaległa cisza między nimi. - Ile lat ma chłopiec? -
Pandora uniosła jedną brew.
- Cztery.
- To chyba najwyższy czas na rozpoczęcie szkolenia? -
Pandora uśmiechała się w duchu. Miała nadzieję, że to jej przypadnie to
zadanie.
- Mhm.
- Co jest?
- Persefona ma obiekcje. Nie chce go dopuścić do treningu w
tak młodym wieku.
Pandora wybuchnęła śmiechem.
Wydawało jej się to naprawdę absurdalne, że ktoś tak potężny jak sam Hades, Pan
Śmierci, Władca Podziemi, słucha takiego podlotka jak Persefona. Przy nim była
przecież nikim. Choć, gdyby tak zagłębić się w temat, to ten mężczyzna zawsze
miał słabość do kobiet. Zwłaszcza do niej samej. Pandora była bardzo zadowolona
z tego faktu.
- Wybacz Hadesie, ale czy nie uważasz, że to TY jesteś Panem
i ojcem chłopca? - Pandora spróbowała oprzeć się pokusie, aby wyśmiać
mężczyznę. - Ja chętnie wezmę go pod swoje skrzydła. Możesz wierzyć, że zrobię
z niego najlepszego wojownika jakiego widział świat.
- Przemyślę to - zignorował fakt, że znów nazwała go po
imieniu w normalnej konwersacji. Ponownie poczuł, że traci grunt pod nogami. Ta
kobieta była dla niego poważnym zagrożeniem. Wiedział to, a fakt że była jedną
z jego najlepszych wojowników utrudniał wszystko. Nie mógł pozwolić sobie na
wyrzucenie jej z szeregów zespołu, byłoby to najgorsze co może zrobić. Trzymaj
wrogów zawsze blisko siebie.
- Wiesz doskonale, że nadaję się do tego zadania
idealnie. Nigdy...
- Dość! - Hades przerwał Pandorze. - Mogłabyś łaskawie
przestać się w ten sposób do mnie zwracać?! - mężczyzna wstał z tronu i
podszedł do siedzącej nieopodal kobiety. - Jestem Twoim władcą. Należy mi się
szacunek, nawet od Ciebie - mężczyzna dumnie wypiął pierś.
Pandora była przyzwyczajona do
jego ciągłych zmian nastroju. Był jak chodząca bomba zegarowa - w jednej
minucie potulny kociak, a sekundę później, zmieniając się o sto osiemdziesiąt
stopni, pokazuje pazury. Niestety nie potrafiła się do nich ustosunkować. Teraz
po prostu najlepiej byłoby zejść mu z drogi i poczekać, aż powróci poprzedni
nastrój, ale przecież Pandora to Pandora. Ona zawsze robiła wszystko po
swojemu. Po prostu musiało wyjść na jej, i koniec kropka - oczywiście zawsze
kończyło to się dla niej porażką, ale walka to przecież zawsze coś.
- A nie uważasz, że mnie też coś się należy? - kobieta
podniosła się z kanapy i stanęła na wprost Hadesa. - To dzięki mnie masz ten
tron, to ja zdobyłam go dla Ciebie, to ja narażałam skórę po tym jak Zeus uznał
Cię za zdrajcę i Cię zdegradował. Uważasz, że było łatwo? Myślisz, że... - Pandora
urwała w pół zdania widząc opary dymu, które Hades zaczął roztaczać ze złości.
Kłęby czarnego dymu zaczęły ją
pochłaniać, aż nie było widać nawet odrobiny skóry kobiety. Dusiły ją i
obezwładniały pętając ręce oraz nogi. Podpalanie ich przez Pandorę nie miało
najmniejszego sensu. Już próbowała, były łatwopalne i to chyba jedyna broń,
której Hades mógł używać przeciwko niej. Jego jedyna obrona. Pomyślała.
Kiedy dym już opadł i zniknął, oczom Hadesa ukazała się kobieta. Pandora mimo
duszącego kaszlu próbowała uwolnić dłonie, które od jakiegoś czasu były
związane sznurem z oparów niedawno otaczającego ją dymu.
- Chyba jednak za dużo sobie pozwalasz, Pandoro. Jeśli
uważasz, że będę to tolerował, to jesteś w błędzie - mężczyzna zaciskał dłonie
w pięści. Jeszcze moment a wybuchnie.
- Tak. Będziesz to tolerował - kobieta igrała z ogniem.
Wściekłość Hadesa, wymykając się
spod kontroli, zaczęła oddziaływać na kłęby czarnego dymu otaczającego kobietę.
Zaczęły sunąć po jej gładkiej skórze w górę, ku pulsującej aorcie na gardle.
Macki ciemności oplotły jej szyję po czym zaciskały się z każdą sekundą
mocniej. Pandora nie mogła ani się ruszyć, ani złapać oddechu.
W tym samym momencie, w którym
kobieta runęła na ziemię, wciąż próbując nie stracić przytomności, do
pomieszczenia weszła Persefona mająca nadzieję zrobić awanturę Hadesowi,
dlaczego nie chciał przeczytać bajki na dobranoc własnemu synowi. Jednak to co
ujrzała zmieniło jej plany. Podbiegła do mężczyzny i strzeliła mu pstryczek w
ucho, to zawsze go dekoncentrowało, tym bardziej, że w swej złości nawet nie
zauważył własnej żony. W jednej chwili Hades otrząsnął się i usunął dym z
gardła Pandory, zostawił jednak te kłęby, które pełniły rolę kajdanek.
Odwrócił się w stronę Persefony i spojrzał na nią z lekkim poirytowaniem.
- Nie widzisz, że jestem zajęty? - zabrzmiał o wiele
bardziej łagodnie niż mu się zdawało.
- A Ty nie widzisz, że Twój syn Cię rozpaczliwie potrzebuje?
- Wiesz, że nie będę mu czytał bajek na dobranoc. To
wszystko? - podniósł brew pytająco. - Jeśli tak to wyjdź, nie skończyłem.
- Nie, to nie wszystko. Powiesz mi coś na temat dzisiejszej
eskapady? Kim jest to dziecko, które Pandora przyniosła? - Persefona zawsze
dowiadywała się ostatnia o poczynaniach swojego męża. Musiała to koniecznie
zmienić. Hades jednak nadal milczał, więc kobieta przeszła do kolejnej
zastanawiającej sprawy. - No to powiedz mi chociaż co takiego zrobiła, że
prawie ją zabiłeś zanim weszłam - wskazała na leżącą u ich stóp Pandorę.
- Nie Twoja sprawa. A teraz wyjdź, tam są drzwi - palcem
pokazał jej drzwi, które teraz były otwarte.
- Zdajesz sobie sprawę, że Twój syn potrzebuje ojca, prawda?
Masz się nim zajmować. Dziś podszedł do Cerbera i chciał go podrapać za uchem!,
Czy Ty wiesz jak to się mogło skończyć, gdybym go dziś nie nakarmiła?!
Persefona nie dawała za wygraną i
Hades chyba musiał się z tym pogodzić, więc uwolnił Pandorę z więzów i nakazał
jej wyjść.
- Później się rozmówimy jeszcze. Wiesz co masz robić, więc
do roboty - rzucił jeszcze na odchodne i zamknął jednym gestem ręki drzwi za
wychodzącą kobietą.
Kobieta nie zamierzała kłócić się
z mężczyzną przy Persefonie, więc uznała, że wyjście w tej sytuacji to
najlepsze możliwe rozwiązanie. Poza tym była coś winna żonie Hadesa, w końcu
gdyby nie ona, to czort jeden wie co by się z nią teraz stało?
Jeszcze przez chwilę stała za
drzwiami próbując podsłuchać rozmowę między małżonkami, jednak nie dane jej
było nic usłyszeć. Drzwi były po prostu za grube. W końcu dała sobie spokój i
ruszyła w kierunku pomieszczenia, w którym znajdowało się małe niemowlę.
- Nie mogę jej przecież zabić - pomyślała. - Jest
zbyt cenna by to zrobić.
~*~
Na opustoszałej ulicy z
ciemności wyłoniła się postać kobiety. Trzymała, pokaźnej wielkości, koszyk w
prawej ręce. Stukot obcasów o kostkę brukową rozchodził się echem po uliczkach
starego miasta. Gdzieś w oddali prychnął kot, który uprzednio strącił kubły na
śmieci i narobił sporego hałasu.
Pandora
szła pewnym krokiem rozglądając się i licząc kolejne numery.
- 58… 60… 62… 64… Nareszcie… 66.
Weszła po czterech stopniach i postawiła koszyk z
zawartością na ganku, tuż przed mahoniowymi drzwiami. Kucnęła przy nim i
spojrzała na wpół złote oczy dziewczynki.
- Jesteś mi potrzebna bestyjko – po czym stuknęła paznokciem
w czoło dziecka. – Przyjdę po Ciebie w Twoje piętnaste urodziny, mam nadzieję,
że będziesz choć trochę podobna do mnie – w trakcie wypowiadania tych słów,
między palcem Pandory, a głową Naemy pojawił się strumień czerwonego światła,
przypominający świecącą wstęgę, która zaczęła oplatać ciało dziewczynki i
wnikać w jej skórę.
Pandora westchnęła i wstając wyprostowała się dumnie.
Naema nie wydała żadnego dźwięku przez cały ten czas, było to na rękę jej
porywaczce, w końcu nikogo nie alarmuje. Kobieta uśmiechnęła się złośliwie i wydając
z siebie pojedynczy, cichy gwizd wydała komendę swojej ulubionej zabawce. Bat
uniósł się i zataczając w powietrzu okrąg cisnął końcówką w przycisk dzwonka,
który umieszczony był tuż obok drzwi.
- Powodzenia, przyda Ci się – wypowiedziała te słowa w
kierunku dziecka, a po chwili zniknęła we własnych płomieniach, oświetlając
napis nad drzwiami:
„Sierociniec Świętej
Nadziei”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz